środa, 22 stycznia 2014

3.

   Na ogół lubię siebie i swoje towarzystwo. Zakładam słuchawki i idę ulicą pogrążona w marzeniach, świat zewnętrzny mnie nie dotyczy. Czasami tylko gdy złe myśli krzyczą mi do ucha doskwiera mi samotność. Otulam się melancholią i cichutko łkam w poduszkę. Mam Rafałka, doceniam to, że stara się to zrozumieć, niestety. Nikt nie jest w stanie pojąć tego co dzieje się w mojej głowie.
Dni mijają, w szkole bywa raz koszmarnie raz znośnie, poza nią jest miło i pozytywnie, ni stąd ni z owąd budzi się we mnie niczym niepochamowana fala złości, narasta gniew, frustracja, czysty obłęd. Niekiedy krzyczę , wyzywam, rzucam czymś , czasami przekierowuje to wszystko na siebie. Później przychodzi fala smutku, amok odchodzi w zapomnienie a ja zostaje z całym bajzlem w głowie i kontaktach międzyludzkich. Nigdy nie wiem w którą stronę to pójdzie.

A teraz się uśmiecham promiennie, dopijam kawę- moją ulubioną i spędzam samotny późny wieczór.
Jutro głodówka.

3 komentarze:

  1. To się zdaje być do Ciebie takie niepodobne... Ale ja miewam podobnie, szczerze mówiąc...
    Dieta dobrze idzie?
    Traymaj się, Karolciu ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm, lekarzem nie jestem, ale jeśli te niepohamowane emocje Cię przerastają i wręcz czasem kontrolują, czy np. zwijasz się na łóżku i płaczesz, bo choćbyś bardzo chciała to po prostu nie potrafisz wstać, kiedy blokują Ci normalne funkcjonowanie - to całkiem niezłe podstawy żeby sobie poszukać jakiegoś pomagacza, najlepiej psychoterapeuty ;) Nikt Cię nie zmusi i być może np. zagłębienie się we wschodnie filozofie, medytacja i tai chi pomogłyby to jakoś pozbierać, ale tak tylko sugeruje - ja się leczę, z powyższych tai chi jeszcze przede mną, resztę praktykuję i jestem zadowolona z efektów. A może po prostu potrzeba Ci bliskiego przyjaciela, kogoś, kto zawsze posłuży ramieniem do wypłakania, kto będzie realizował z Tobą najdziwniejsze pomysły, kto Cię zaakceptuje ze wszystkim jak leci, dokładnie taką, jaka jesteś :) Ahh, rozpisałam się. Co do pytania o kalorie - zwiększać mam zamiar max. do 500, bo taki sobie ustaliłam limit i tak zazwyczaj jadam, natomiast teraz tak robię, żeby trochę rozkręcić metabolizm po dwóch dniach głodówki i żebym na studniówce nie zemdlała/żeby żołądek nie umarł od tamtejszego jedzenia. O. :) Ogólnie taka imho zasada, po głodówce trzeba stopniowo dodawać, bo inaczej będzie straszne jo-jo. Trzymaj się chudo ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też najlepiej czuję się w swoim towarzystwie ;) Pozdrawiam i wspieram !! <3 <3

    OdpowiedzUsuń